Ocean wspomnień
| Autorzy | Anna Machacz |
| Ilustracje | Katarzyna Krzysik |
Gdy byłam małą dziewczynką, babcia opowiadała mi o niezwykłym miejscu, w którym przechowywane są wszystkie wspomnienia o tych, którzy przekroczyli granicę życia. Zamykane w kolorowych bańkach trafiają do oceanu, który otula je łagodnością i pozwala w ciszy trwać, aż do chwili, gdy ktoś zapragnie je odzyskać.
Niektóre same wypływają na powierzchnię. Wystarczy zapach ciasta ze śliwkami, znajoma melodia, zdjęcie albo drobiazg odnaleziony na dnie szuflady, by bańka wynurzyła się z głębin i na moment przywołała czyjąś obecność.
Pamiętam, jak pewnego dnia zapytałam babcię, co dzieje się z okruchami przeszłości, które utonęły w czeluściach naszej pamięci. Czy pozostają tam na zawsze?
Wtedy po raz pierwszy usłyszałam o poławiaczach wspomnień. Schodzili w głąb oceanu, by wydobywać na powierzchnię bańki, które zagubiły się w jego bezkresnych głębinach. Każdy z nich posiadał niezwykły dar. Jedni odnajdywali wspomnienia po zapachu, inni po dźwięku, jeszcze inni potrafili dostrzec błysk wśród ciemności.
Ale była wśród nich jedna poławiaczka, której umiejętności nie posiadał nikt inny. Nazywała się Oleandra. Potrafiła odnajdywać wspomnienia spoczywające na samym dnie oceanu, przykryte grubą warstwą piasku i zapomnienia. Nazywano ją Tą, Która Słyszy Ciszę.
Gdy odnajdywała zapomnianą bańkę, nie próbowała od razu wydobywać jej na powierzchnię. Siadała obok i cierpliwie czekała, wsłuchując się w jej milczącą opowieść. Wiedziała, że nie każde wspomnienie jest gotowe do powrotu. Niektóre potrzebowały czasu. Inne uważności.
Oleandra nigdy nie wiedziała, co kryje się we wnętrzu odnalezionej bańki. Śmiech? Łzy? Ciepło czyichś dłoni? A może chłód pustego miejsca przy stole? Nie próbowała tego odgadywać. Po prostu słuchała.
Droga, którą przemierzała, rzadko prowadziła wzdłuż utartych podwodnych szlaków. Niejednokrotnie musiała przepływać przez wraki pełne uwięzionych wspomnień i zapomnianych historii. Ich widok zawsze ściskał jej serce. Widziała, jak z upływem czasu traciły kolory, jak zacierały się ich kontury, aż pozostawała po nich jedynie ledwie dostrzegalna rysa na dnie pamięci. Zastanawiała się czasem, czy można zapomnieć czyjś głos, a wciąż pamiętać, jak bardzo się go kochało. Nie znała odpowiedzi.
Na szczęście cisza oceanu działała na nią kojąco. Otulała ją pozwalając odpocząć od smutku i Oleandra płynęła dalej, w poszukiwaniu baniek, na które ktoś czekał po drugiej stronie oceanu. Kiedy udawało jej się odnaleźć wspomnienie gotowe do powrotu, delikatnie je oczyszczała i oddawała temu, do kogo należało. Niekiedy widziała w oczach ludzi radość a innym razem łzy.
Bywało też, że zamiast wdzięczności dostrzegała w nich rozpaczliwe pragnienie zmiany przeszłości. Chcieli znaleźć czas na rozmowę, której nigdy nie odbyli. Cofnąć słowa wypowiedziane w gniewie. Wybaczyć lub poprosić o wybaczenie. Jeszcze raz poparzyć sobie usta gorącą herbatą w towarzystwie przyjaciela. Poczuć dotyk, którego zabrakło.
Oleandra nie mogła spełnić tych pragnień. Mogła odnaleźć zagubione wspomnienie, ale nie potrafiła cofnąć czasu. Dlatego nie obiecywała ludziom, że ich ból zniknie. Nie przekonywała, że powinni zapomnieć. Pozwalała im pamiętać.
I choć od wielu lat przemierzała ocean, wciąż nie rozumiała, dlaczego niektóre wspomnienia przynoszą ukojenie, a inne sprawiają, że tęsknota staje się jeszcze większa.
…
Babcia przeszła na drugą stronę wiele lat temu. A ja wciąż pamiętam jej kolorowe spódnice i smak kołaczy, w których ser rozpływał się w ustach niczym pierwszy śnieg na ciepłej dłoni. Czasem wystarczy drobiazg, by jedna z moich baniek wypłynęła na powierzchnię. Wtedy na chwilę znów jestem małą dziewczynką, która siedzi obok babci i słucha opowieści o niezwykłym oceanie.










